Rozwijacie się, powiedział nasz weterynarz
Faktycznie i to nie tylko w różnorodności zwierząt, ale również nowe doświadczenie. W sumie bardzo smutne doświadczenie i dlatego chcemy o tym napisać.

Wszyscy słyszymy, oglądamy i czytamy jakie te hodowle zwierząt na futra są okropne. Widzimy cierpienie tych zwierząt na filmach i jesteśmy na chwilę zasmuceni, wściekli i głęboko oburzeni. Jednak wiele z tych oburzonych osób bez problemu kupuje breloczek do torebki z futra jenota lub kurtkę z kapturem obszytą prawdziwym futerkiem. Futer nie nosi, bo nie modne i nie wypada, ale taki kawałek futerka na kapturze wygląda przecież znacznie lepiej i drożej niż sztuczne.

 

Gdyby to było futro z psa, kota to może by się ktoś zastanowił, bo przecież osobiście każdy zna te zwierzaki, ale taki lis, czy jenot to jakaś filmowa postać pamiętana tylko przez ułamek sekundy 🙁

 

My mieliśmy okazję osobiście poznać zwierzaka prawdopodobnie z takiej właśnie hodowli – na futro 🙁 Trafił do nas z interwencji, bo pojawił się w centrum miasta. Wolontariuszka zdecydowała się mu pomóc, ale ratując go przed wywiezieniem do lasu miała nadzieję, że szybko znajdzie się ośrodek, który go przygarnie i przynajmniej nauczy „wolności”. Niestety żaden z ośrodków przystosowanych dla dzikich zwierząt nie był zainteresowany jenotem i tak Jędruś wylądował u nas. Od początku było wiadomo, że agresji w sobie nie ma w ogóle, pozwala się dotykać, głaskać, ale za każdym razem przy kontaktach z ludzką ręką udawał, że go nie ma….był bardzo wystraszony. Przy badaniu u weterynarza ze strachu się posiusiał. To samo zdarzało się przy sprzątaniu klatki, gdzie trzeba było go przesunąć. Jego  zachowanie wyraźnie wskazywało, że człowieka zna, ale nie kojarzy dobrze. Ponieważ nie znał kuwety, ani nie miał śladów po szelkach, obroży wywnioskowaliśmy, że nie był to jeden z prezentów jakie idioci kupują swoim pociechom (spotkaliśmy się z takimi ogłoszeniami).

Trafił do nas mocno zakleszczony i zarobaczony. Co mogło tylko świadczyć o warunkach w jakich żył i drodze, którą pokonał. Po podaniu Bravecto, kleszcze zmiataliśmy na szufelkę  Zapewniliśmy mu spokój i dobre jedzonko. Tylko tyle mogliśmy zrobić, bo nie mamy warunków do zrobienia wybiegu. Mimo opinii, że jenoty jedzą wszystko, Jędruś preferował mięsko. Marchewki i inne warzywka przegryzał i raczej służyły mu do zabawy niż jedzenia. Urzędował nocą. Rano klatka za każdym razem była wymagała generalnego sprzątania  Wszystko co w niej było zostawało zgryzione na strzępy…nawet plastikowe miski.

W sobotę Jędruś pojechał do swojego nowego domku, gdzie będzie miał wybieg i odpowiednia opiekę, również weterynaryjną. Myślimy, że niebawem, będziemy mogli go odwiedzić i porobić zdjęcia z nowego miejsca.

Po tym doświadczeniu każde napotkane przez nas futro na drodze będzie budziło jeszcze większy smutek, a osoba, która je nosi nie może liczyć na przychylność z naszej strony. Tych wystraszonych oczu nigdy nie zapomnimy   

 


Jeśli chcecie wesprzeć nasze działania, możecie przekazać na ten cel darowiznę → TUTAJ lub podarować nam swój 1%.  Wystarczy w formularzu PIT, w odpowiedniej rubryce wpisać nasz numer KRS 0000353933 lub zrobić to on line za pomocą formularza poniżej.

Program do rozliczania PIT 2015 online - e-pity 2015