Dopiero co cieszyliśmy się, że na ulicyTuwima w Bytomiu kończymy z łapaniem kotów na zabiegi sterylizacji, jak pojawił się nowy problem. Praktycznie na wszystkich podwórkach zawsze jest jakiś problem, bo część mieszkańców nie przepada za kotami, ale tutaj jest jeszcze gorzej, bo oprócz mieszkańców jest jeszcze zarządca.

W dniu w którym napisaliśmy posta poniżej zadzwoniła karmicielka, że przyszli jacyś robotnicy i zasypali nie tylko dziurę jaką koty wchodziły do kanałów ciepłowniczych, ale tez klapę do studzienki. Mimo tego, iż karmicielka mówiła im, że w środku są na pewno koty, bo było zimno, a one się tam grzeją. Chcieliśmy wyjaśnić sprawę z zarządcą i dowiedzieć się kto wysłał robotników i czy faktycznie mieli tak drastycznie wykonać swoje zadanie. Niestety po uzyskaniu połączenia z zarządcą i przedstawieniu się ( nie sprawy) zarządca przerwał rozmowę mówiąc, że nie ma nic do zwierząt ale rozmawiać na żaden temat nie będzie. Po ponownej próbie rzucił słuchawką, za trzecim razem powiedział, że nie musi rozmawiać z byle kim. Tak zachował się jeden z większych zarządców nieruchomości w Bytomiu. To jest szokujące, bo ten człowiek zareagował tak na sama informację, że dzwonimy z Fundacji Pomocy Zwierzętom – nic więcej nie udało się nam przekazać.

Pojechaliśmy na miejsce, gdzie karmicielka odkopała już klapę z kanału. Okazało się jednak, że koty ta drogą nie wyjdą, bo klapa ma „kołnierz”, który uniemożliwia wyskoczenie kota na zewnątrz. Udało nam się zrobić im wyjście wstawiając deskę, jednak jest to bardzo doraźne rozwiązanie. Bez porozumienia z osobą decyzyjną co do terenu nie będzie możliwe pozostawienie tego w tym stanie. To było miejsce, dzięki, któremu koty przeżyły zimę. Jedyne schronienie na osiedlu, gdzie wszystkie okienka piwniczne są pozamykane, a postawienie budek nie ma żadnego sensu przy mieszkających tam przeciwnikach kotów.

 

Jedna z głównych „przeszkadzaczy” w pomaganiu kotom jest kobieta, która zrobiła sobie nielegalny ogródek przy bloku. Jej najbardziej koty przeszkadzają, bo….srają jej na ogródku. Na nielegalne zajęcie części przestrzeni koło bloku zarządca nie reaguje mimo zgłoszeń mieszkańców bloku. Atmosfera dziwna, trochę jak za PRLu. Właściciele mieszkań boją się zarządcy i traktują go jak …właściciela swoich lokali. Trudno cokolwiek zrobić, bo oczywiście nikt nie będzie świadczył o zaistniałej sytuacji.